sklep internetowy


Udostępnij ten artykuł.

Dobermany na wojnie

Dobermany na wojnie amerykańsko japońskiej

Dobermany służące w czasie II wojny światowej w szeregach piechoty morskiej (marines) miały wielki udział w pokonaniu Japończyków. Działania piechoty opierały się na zdobywaniu kolejnych wysp na Pacyfiku. Większość z nich porośnięta była gęstą dżunglą, co stwarzało możliwość urządzenia licznych zasadzek na japońskich żołnierzy. Tubylcy, oswojeni z urokami dżungli, wykorzystywali znajomość terenu i orali w ziemi sieci podziemnych tuneli. Żołnierze oddziałów marines nazywali wyspy "piekłem na ziemi". Złożyło się na to wiele czynników: upały, wilgotne powietrze, niebywały zaduch, obecność tropikalnych owadów i zwierząt oraz czyhające pułapki. Jedynym pewnym zwiadowcą w tak trudnym terenie okazał się pies.

Żołnierze marines szczególnie upodobali sobie psy rasy Doberman, które fenomenalnie radziły sobie w gęstwinie i na dużą odległość wyczuwały obcy zapach. Po namierzeniu wroga z ich gardeł dobywał się stłumiony warkot, który informował oddział o bliskości Japończyków. Po ogłoszeniu stanu alarmowego przewodnik wraz z psem wypuszczali się na zwiady w celu dokładnego zlokalizowania miejsca pobytu wroga. Cały oddział oczekiwał na ich znak w bezpiecznym miejscu.  Często zdarzało się, że kaganiec psa wskazywał na koronę drzewa, na którym przebywał snajper. Oko ludzkie w żadnym wypadku nie spostrzegłoby strzelca przemalowanego na kolory ziemi.

W raportach z tego okresu możemy przeczytać, że żaden oddział, na którego czele podążał pies nie został ostrzelany pierwszy, żaden nie wpadł w zasadzkę i żaden jako pierwszy nie poniósł ofiar. To daje do myślenia i pozwala określić rzeczywistą skuteczność czworonogów.

dobermany na wojnie

Kapral Harold N. Flagg i Doberman BOY, Okinawa 1945 r. kolekcja fotografii (COLL/3948), Marine Corps Archives&Special Collections 

Dobermany na wojnie – Pierwszy pluton psów porucznika Hendersona

Clyde Henderson był przed wybuchem wojny nauczycielem chemii w publicznej szkole. Największą pasją jego życia nie było jednak nauczanie tylko szkolenie i tresura psów. Każdą chwilę spędzał na szkoleniu i treningu posłuszeństwa Dobermanów, które pokochał z całego serca. Porucznik poświęcił wiele lat życia na zgłębianie tajników psich zachowań i zrozumienie ich specyficznego języka. Jego wiedza i umiejętności okazały się niezwykle przydatne w czasie II wojny światowej, kiedy został wcielony do marines i uczyniony szkoleniowcem psów służbowych w specjalnie zorganizowanym ośrodku szkolenia w Camp Lujeune. Pierwsze czworonogi zostały wysłane na front wczesną wiosną 1943 roku. Jak można się było spodziewać, aż 21 spośród 24 psów reprezentowało rasę Doberman (resztę stanowiły owczarki niemieckie). Pluton psów został wcielony do Drugiego Batalionu Marine Raiders, który uczestniczył w inwazji Wysp Salomona (listopad 1943).

Żołnierze z Dobermanami wysadzani z amfibii

Żołnierze z Dobermanami wychodzący z amfibii


Żołnierze oddziałów morskich byli sceptycznie nastawieni do pomysłu wcielania czworonogów do armii. Aż do listopadowych potyczek nie wierzyli w skuteczność działań Dobermanów i ich osławiony węch. Dość szybko przyszło im jednak zmienić opinię. Tuż po przejściu kilkuset metrów od plaży, Doberman imieniem Andy wykrył na drzewie pierwszego snajpera japońskiego. Po przejściu nieco większego dystansu zlokalizował następnych żołnierzy wrogiej armii. „Psi” oddział nie poniósł żadnych strat; w czasie działań bojowych prowadzonych tamtego listopadowego dnia nie zginął żaden człowiek. Podobne zasługi można przypisać kolejnemu Dobermanowi imieniem Ceasar, który w porę ostrzegł swój oddział o niespodziewanym nocnym ataku. Bohaterski czworonóg rzucił się na Japończyków, odnosząc przy tym ciężkie rany. Żołnierze, wdzięczni psu za okazaną wierność i dobroć, jeszcze w czasie walk zanieśli go do lekarza. Dzięki szybkiej interwencji chirurgicznej zwierzęciu udało się przeżyć. Już po kilku tygodniach wrócił do swojej pracy. Dzielna psina była wielokrotnie wykorzystywana do przenoszenia raportów wojskowych i meldunków między oddziałami. Jego zasługi wojenne są nieocenione. Niestety, nie wszystkim Dobermanom udało się wrócić z wojny. Rex nie miał tyle szczęścia; zginął od granatu, ostrzegając w porę żołnierzy.

 

Dobermany Hendersona bardzo szybko zyskały sławę i powszechny szacunek. Sam porucznik dostał nominację na kapitana.

Pomnik na cześć psów Dobermanów wyzwalających Guam w 1944 roku

Pomnik na cześć dobermanów - psów bojowych, kurierów, wykrywaczy min, nieprzyjaciół dzięki ich odwadze i poświęceniu wielu żołnierzy zawdzięcza im życie.

Dobermany na wojnie c.d.

Nie chcemy pominąć żadnego bohaterskiego psa, niemniej nie wszystkie imiona Dobermanów przeszły do historii. Dla zadośćuczynienia ich pamięci wspomnijmy jeszcze o kilku:

Boy – pies zaatakował stanowisko karabinów maszynowych na Okinawie. Dzięki zaangażowaniu czworonoga oddział amerykańskich żołnierzy pokonał bez strat zagrożony odcinek.

Bruce – zginął w czasie osłaniania dwójki żołnierzy. Czworonóg zaatakował troje Japończyków, którzy czaili się na Amerykanów.

Duke – przekazywał meldunki na Okinawie. Został zaatakowany przez psy z wrogich oddziałów. Pomimo paskudnych ran dotarł do celu i przekazał meldunek. 

Z ponad 1200 patroli prowadzonych ani jeden nie został zaskoczony przez wojska nieprzyjaciela. Oczywiście zdarzało się, że psy myliły się w swoich ocenach i zamiast wytropić wojska wroga, wyławiały zwierzynę leśną. Cóż, pomyłki zdarzają się każdemu. Dobermanom talentu zwiadowczego nie sposób jednak odmówić.

Tagi artykułu: